„Somerville” to pierwsza gra, którą ograłem w ramach Gamingowego Klubu Książki, takiej inicjatywy polegającej na tym, że spotykamy się regularnie, aby przedyskutować wcześniej wspólnie wybraną grę. Wspominam o tym, bo fakt przegadania wcześniej danej gry mimochodem wpływa na moją perspektywę.
Niestety akurat ta gra okazała się według mnie definicją zmarnowanego potencjału. W „Somerville” kierujemy ojcem próbującym odnaleźć swoją rodzinę, rozdzieloną przez inwazję z kosmosu. Ta, trochę sztampa. Nacisk kładziony jest tutaj przede wszystkim na narracyjność, rodem wziętą z „Inside”. W ogóle inspiracja „Inside” jest bardzo oczywista, a twórcy raczej nie próbują tego ukrywać. Widać to i w sposobie przedstawienia historii, jak i w stylu artystycznym, który w sumie jest też tą mocniejszą stroną produkcji. Historia z początku ma całkiem niezły pacing, spokojny początek powoli wprowadzający główny wątek, który nie męczy, jednocześnie bardzo dobrze budując tajemniczość.
No i chciałbym tu zakończyć wątek narracji takim pozytywnym akcentem, ale nie mogę, bo po pewnym momencie historia kompletnie się rozsypuje. Nie otrzymujemy żadnych odpowiedzi. Mało tego, przypominam, że celem było odnalezienie rodziny, do czego dochodzi, i to tam gra powinna się zakończyć, a zamiast tego jesteśmy w dalszym ciągu przeciągani przez coś na kształt re-tellingu „Wojny Światów”, który jest tylko coraz mniej zrozumiały. Wyobrażam sobie, że dla niektórych nie byłby to problem. O ile ładne widoczki to wystarczająco, aby wynagrodzić tak dziwne prowadzenie historii.
Przerywane to jest przez zagadki środowiskowe, które dla odmiany całkiem mi się podobały. W sumie to, jest to prawdopodobnie najlepszy element gry. Mamy do dyspozycji dość ograniczony kit. Możemy przedmioty łapać, czasem przesuwać i, dla urozmaicenia, posiadamy 2 dodatkowe interakcje wynikające z „Mocy” bohatera. Nie za dużo, ale to też siła Somerville. Takie ograniczenie wymusza bardziej pomysłowe wykorzystanie istniejących mechanik. Przeważająca większość zagadek wymaga wykorzystania fizyki. Mam kilka ulubionych, które chciałbym przytoczyć, ale nie chcę też psuć komuś zabawy, jakby zdecydował się jednak w grę zagrać. Niemniej powiem, że jedną z najlepiej wspominanych jest ta z palmą.
Podsumowując, Somerville to gra narracyjna, która raczej średnio radzi sobie z narracją, nieco nadrabia wizualiami i potrafi zaskoczyć pomysłowymi zagadkami środowiskowymi. Czy polecam? Raczej nie. Czy w takim razie odradzam granie? No, też niekoniecznie. To nie jest gra zła. Da się przy niej dobrze bawić, tylko nie należy za dużo oczekiwać. Dla mnie art-style i pomysłowe zagadki to było wystarczająco, abym nie żałował czasu spędzonego z grą. Być może dlatego, że nie miałem żadnych oczekiwań.
PS. Można głaskać pieska.





